Aenean sollicitudin, lorem quis bibendum auctor, nisi elit.

m
Bartnicy: Pszczelarze, którym nawet sędzia wierzył na słowo

Bartnicy: Pszczelarze, którym nawet sędzia wierzył na słowo

Dziś każdy pszczelarz, zanim rozstawi ule, musi mierzyć się z mnóstwem przepisów i pozwoleniami. Z pewnością czasem spotyka się on także z nieufnym spojrzeniem sąsiada. A jak to wyglądało dawniej? Oczywiście bartnicy to był ktoś zupełnie wyjątkowy! Mianowicie byli to prawdziwi ludzie lasu i miodu. Zatem stali oni zawsze pół kroku bliżej natury i może dwa kroki dalej od zwykłych, ziemskich trosk. W czasach, kiedy dawne prawo bywało niezwykle surowe, a sądy pilnowały porządku, dawny mistrz nie musiał nawet przysięgać przed sędzią. Tak po prostu. Wystarczyło, że cokolwiek powiedział. W efekcie wszyscy wokół mu wierzyli. Zatem nie było żadnej przysięgi na Boga, a żaden ławnik nie musiał stukać młotkiem. Ponieważ jeśli bartnicy coś mówili, to absolutnie oznaczało czystą prawdę.

Józef Łapczyński – Wybieranie barci u Kurpiów (1870), źródło: Wikipedia

Kim byli dawni bartnicy i dlaczego cieszyły ich wielkie przywileje?

Wprawdzie brzmi to dzisiaj jak zwykła legenda, ale to czysty fakt historyczny. Mianowicie bartnicy posiadali dawniej niezwykle specjalny status społeczny. Z pewnością ich ciężka praca była uznawana za fizycznie trudną, a wręcz metafizyczną. Przecież taki człowiek doskonale znał sekrety pszczół, czyli istot uważanych za wyjątkowe. Wierzono dawniej, że pszczoła nigdy nie kłamie i zawsze wraca tam, gdzie panuje porządek. A skoro bartnicy potrafili z nimi współżyć, sami zyskiwali aurę niesamowitej uczciwości.

Z kolei ci dawni opiekunowie uli wcale nie byli zwykłymi rzemieślnikami. Choć żyli w głębokich lasach z dala od zgiełku, mieli wspaniałe przywileje. Oczywiście zwykli chłopi mogli o nich tylko pomarzyć. Zatem często byli oni całkowicie zwolnieni z niektórych podatków. Dodatkowo posiadali prawo do swobodnego użytkowania lasu. W niektórych regionach tworzono nawet ich własne sądy bartne. Jeśli ktoś stracił rój, wcale nie szedł do sądu grodzkiego. Mianowicie sprawą zajmował się sąd bartny. W efekcie dawne pszczoły potrafiły jednoczyć ludzi o wiele bardziej niż dzisiejsze media społecznościowe.

Zasady i kodeks dawnych mistrzów lasu

Oczywiście ich wewnętrzny kodeks był niezwykle prosty. Przede wszystkim nie wolno było kraść cudzych pszczół. Ponadto zakazane było niszczenie drzew-borzysk, czyli kłód, w których gnieździły się roje. Oczywiście nie wolno było też wchodzić w cudzy las bez wyraźnego pozwolenia. Zatem surowe złamanie tych zasad mogło skończyć się srogą karą. Mówimy tu o wszystkim: od wysokiej grzywny w miodzie po utratę prawa do wykonywania zawodu. Krótko mówiąc, całkowita utrata zaufania była jak wielki wyrok społeczny. Dla dawnego mistrza to dokładnie to samo, co dla współczesnego pszczelarza utrata królowej – czyli absolutna katastrofa.

Niektórzy historycy zauważają, że ci dawni średniowieczni opiekunowie lasów przypominali zakonników. Oczywiście ich życie skupiało się wokół ciężkiej pracy i szacunku dla przyrody. A że człowiek obcujący na co dzień z setkami żądlących owadów musi mieć silny charakter, cała społeczność wiedziała jedno. Z takim człowiekiem po prostu się nie kłócisz. Zatem nie chodziło tu wcale o strach przed bolesnym żądłem. Mianowicie wynikało to ze świadomości, że to ktoś żyjący w pełnej zgodzie z wyższym porządkiem.

Jean-Pierre Norblin de La Gourdaine, „Bartnik podbierający miód”, źródło: zsk.olsztyn.pl

Dziedzictwo dawnych mistrzów w dzisiejszych czasach

Możemy więc śmiało powiedzieć, że dawni opiekunowie uli byli pierwszymi ekologami. Z pewnością służyli jako strażnicy lasu i prawdziwi ambasadorowie pszczół w jednym. Dziś, gdy tak mocno walczymy o bioróżnorodność, ich tradycje zyskują zupełnie nowe znaczenie. Może to odpowiedni czas, byśmy znów nauczyli się słuchać natury? Warto też wierzyć sobie nawzajem bez składania wielkich przysięg. Przecież jeśli dawniej bartnicy mogli żyć w ten sposób, to dlaczego nie my? Z pewnością ta wiedza wspaniale uzupełnia nasze rozważania o tym, jak przetrwać zimowe paradoksy. Wtedy uświadamiamy sobie, że mądrość natury jest ponadczasowa.