Jak kiedyś zajmowano się pszczołami – czyli wszystko zaczęło się od… drzewa w lesie
Jak kiedyś zajmowano się pszczołami – czyli wszystko zaczęło się od… drzewa w lesie
W dawnych czasach, gdy internet przypominał raczej leśny szum, życie wyglądało inaczej. Mianowicie płatności mobilne polegały na rzucie szyszką na dużą odległość. Wtedy to, jak kiedyś zajmowano się pszczołami, jawiło się jako zajęcie wymagające niezwykłej odwagi, siły i sprytu. Dzisiaj pszczelarz to po prostu człowiek z dymką i ramkami w ręku. Dodatkowo jest on ze wszystkich stron otoczony słoikami pełnymi złocistego miodu. Ale jak dokładnie wyglądał ten wyjątkowy fach sto, dwieście, a nawet tysiąc lat temu?
Bartnik, czyli odpowiedź na to, jak kiedyś zajmowano się pszczołami
Przede wszystkim na samym początku był niezwykle odważny bartnik. Był to prawdziwy ekspert od leśnego mieszkania i natury. Jego głównym zadaniem było odnalezienie odpowiedniego drzewa w gęstwinie. Następnie musiał on z mozołem wydłubać w nim głęboką barć. Czyli po prostu zbudować bezpieczny domek dla dzikich owadów. Z reguły wielkie sosny i wiekowe dęby były na wagę złota. Ponieważ musiały one bez problemu pomieścić cały ulowy naród. Co ciekawe, bartnicy bardzo mocno cenili swoje dorodne, bartne drzewa. Dlatego znakowali je własnymi, unikalnymi herbami. Wszystko po to, by żaden chytry sąsiad przypadkiem nie uszczknął im miodu przed terminem.
Oczywiście dawny zbiór można spokojnie wpisać do księgi sportów ekstremalnych. Ponieważ bartnik wspinał się wysoko po pniu ogromnego drzewa. Był on uzbrojony jedynie w dymkę i własną, niezachwianą odwagę. Potem ostrożnie otwierał barć i starał się zabrać słodki pokarm. Jednocześnie uważał, aby przypadkiem nie zniszczyć całej owadziej społeczności.
Józef Łapczyński – Wybieranie barci u Kurpiów (1870), źródło: Wikipedia
Miód jako uniwersalna waluta i najstarszy słodzik świata
Bez wątpienia przez wieki ten złocisty nektar był produktem niezwykle cennym i luksusowym. Służył on nie tylko do zwykłego słodzenia ziołowej herbaty. Był on używany również jako oficjalna, wartościowa waluta! Na przykład w starożytnym Egipcie płacono nim wysokie podatki. Z kolei w dawnej Polsce baryłka miodu mogła przekroczyć wartość ziemniaków z całej wsi. Dlatego dawni mistrzowie cieszyli się wielkim, powszechnym szacunkiem lokalnej społeczności. Musieli oni również doskonale znać się na rzeczy. Wiedzieli, kiedy roje się tworzą i jak trafnie wybrać idealne drzewo. Umieli też pracować tak, by nie dostać żądłem na dzień dobry.
Co więcej, jest to w zasadzie jedyny produkt spożywczy, który praktycznie się nie psuje. Podczas wykopalisk archeolodzy w Gruzji dokonali niezwykłego odkrycia. Mianowicie znaleźli tam zapasy liczące sobie aż 5500 lat! Choć produkt był mocno skrystalizowany, to nadal w pełni nadawał się do jedzenia. Wystarczyło go tylko lekko podgrzać, by szybko odzyskał dawną słodycz. Ten niesamowity fakt doskonale pokazuje ogromne zdolności tych owadów. Zostawiły nam one bezcenny dar, łączący teraźniejszość z tak daleką przeszłością.

Grobowiec Pabasy, autor: Ahmed Sameh
Ogromna transformacja wokół domu i rozwój pierwszych uli, czyli jak kiedyś zajmowano się pszczołami
Z czasem, w miarę jak w lasach powoli brakowało starych drzew, nadchodziły duże zmiany. Wtedy leśne bartnictwo stopniowo ustępowało miejsca tradycji przydomowej. Pojawiły się pierwsze innowacyjne schronienia, takie jak słomiane kószki i wytaczane kłody. Często używano też specjalnych, glinianych dzbanów do hodowli. Same kószki, zwane też sklepami, były tkanymi koszami z gęstej słomy. Dzięki temu stanowiły one ciepły i bardzo bezpieczny domek dla owadów. Z kolei konstrukcje z gliny dobrze izolowały przed złą pogodą. Później zaczęły pojawiać się nowoczesne, drewniane budki z ramkami. Ponieważ ludzie szukali bardziej praktycznych rozwiązań ułatwiających zbiór.
Oczywiście średniowieczni opiekunowie bardzo mocno dbali o swoje pasieki. Ustawiali je w słonecznym miejscu, dobrze chronionym przed silnym wiatrem. Musiały one też stać w miarę blisko źródła czystej wody. Ponieważ owady lubią mieć swoje małe SPA pod nosem. Dlatego wybór lokalizacji był zawsze niezwykle przemyślany. Zapewniało to światło i właściwą temperaturę całego gniazda. Z kolei właściciele dodatkowo otaczali ule naturalnymi żywopłotami i sadami. W ten sposób jeszcze lepiej chronili swoje podopieczne przed burzami.
I nastały wreszcie czasy wygodnej pracy we współczesnej pasiece
Dzisiaj, dzięki szybkiemu rozwojowi technologii, nasza praca wygląda zupełnie inaczej. Nie trzeba już wcale wspinać się po sękatych pniach. Dzięki temu nie ryzykujemy bolesnego spotkania z dzikimi zwierzętami i kłującymi pokrzywami. Współczesne ule są bardzo lekkie, modułowe i znakomicie wyposażone. Posiadają one wydajne systemy wentylacji. Zapewniają całym rodzinom w pełni komfortowe warunki przez cały, okrągły rok.
Co ważne, ul korpusowy z ruchomymi ramkami bardzo ułatwia nam pracę. Pozwala on na łatwą kontrolę i błyskawiczne zbieranie miodu. Odbywa się to bez najmniejszego niszczenia woskowej konstrukcji. Dodatkowo materiały takie jak styropian, poliuretan czy naturalne drewno dają świetną izolację.
Teraz mądre królowe prowadzą swoje roje niczym sprawne dyplomatki. Z kolei zbiory przeprowadza się dokładnie wtedy, gdy plastry są gotowe. Robi się to z dbałością o najwyższe zdrowie owadów i samego pasiecznika. Bez wątpienia to wspaniały, nowoczesny komfort pracy i troska o naturę w jednym.

Pasieka na Roztoczu latem – sierpień 2022. Autor: Beata Zalewa
🛒 Wyjątkowy słoik miodu, czyli słodycz bez wspinaczki!
Kiedyś za pyszny kilogram miodu płaciło się drogocennym zbożem. Natomiast dzisiaj wystarczy po prostu kliknąć w przycisk „zamów”. W ten sposób można cieszyć się wspaniałym smakiem z własnego fotela! Kup słoik cudownego miodu z naszej roztoczańskiej pasieki. Dzięki temu nie musisz już wspinać się na wielkie drzewo. Nie musisz mieć też własnego herbu do znakowania drewna! Gwarantujemy, że słodycz jest u nas równie historyczna, ale w pełni bezpieczna dla Twoich palców. Po prostu zajrzyj do naszego sklepu internetowego i zamów ten złocisty nektar. Tutaj bogata tradycja idealnie spotyka się z pełną nowoczesnością.
I chociaż sprzęt się zmienił, duch przygody i szacunku dla pszczół pozostał taki sam, jak w czasach dawnych bartników. To właśnie ta tradycja umożliwia nam dziś cieszenie się tym słodkim, naturalnym darem natury, którego historia sięga tysiącleci.