Aenean sollicitudin, lorem quis bibendum auctor, nisi elit.

m
Dlaczego każdy szanujący się pszczelarz musi mieć szufladę pełną skarpet w pszczoły? (Analiza "naukowa")

Pszczelarstwo to nie tylko hobby. To stan umysłu. To godziny spędzone na wpatrywaniu się w wylotek, to zapach palonego próchna we włosach i lepkie dłonie, których nie domyje żadne mydło. Ale jest jeszcze jeden, często pomijany element pszczelarskiej tożsamości, o którym mówi się za mało.

Chodzi o skarpety w pszczoły.

skarpety

Zaglądając do szuflady przeciętnego Kowalskiego, znajdziesz tam feerię szarości, czerni i granatu. Zaglądając do szuflady pszczelarza, zostaniesz zaatakowany przez żółto-czarne pasy, skrzydełka i uśmiechnięte odwłoki. Dlaczego tak jest? Czy to konieczność? A może szaleństwo? Oto kilka powodów, dla których warto (a nawet trzeba!) posiadać ich całą kolekcję.

  1. Jedyny element mody w stroju „kosmonauty”

Bądźmy szczerzy – nasz strój roboczy nie wygrywa konkursów piękności. Biały kombinezon, kapelusz z siatką i gumowce sprawiają, że wyglądamy jak skrzyżowanie piekarza z pracownikiem elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Gdzie tu miejsce na ekspresję własnego „ja”? Gdzie indywidualizm?

Otóż ukrywa się on w nogawce. Kiedy zakładasz biały uniform, skarpety w pszczoły są twoim małym, rebelianckim manifestem. To sygnał dla świata (i dla twoich stóp), że pod tą warstwą drelichu bije serce artysty i pasjonata. To jak noszenie superbohaterskiej bielizny pod garniturem prezesa.

  1. Teoria „kamuflażu kostkowego”

Istnieje pewna (niepotwierdzona żadnymi badaniami, wymyślona przeze mnie przed chwilą) teoria, że pszczoły łagodniej traktują pszczelarza ubranego „w swoich”.

Wyobraź sobie sytuację: podchodzisz do ula. Pszczoła strażniczka wylatuje, gotowa bronić gniazda za cenę życia. Namierza twoją kostkę (bo nogawka się podwinęła, a na gumowce jest za ciepło). Już szykuje żądło, już bierze zamach… i nagle widzi na twojej skarpecie wizerunek swojej dalekiej kuzynki, Basi z ula nr 4. I co robi? Wpada w konsternację! „Czy to wróg? Czy to wielka, bawełniana rodzina?”. Zanim strażniczka przeanalizuje sytuację, ty zdążysz już zrobić przegląd i zamknąć daszek. Szach-mat, drogie panie. Skarpety ratują życie (lub przynajmniej kostki).

skarpety

  1. Klątwa (i błogosławieństwo) prezentów świątecznych

Powiedzmy sobie prawdę: posiadanie dużej ilości skarpet w pszczoły rzadko jest wynikiem świadomych zakupów pszczelarza. To wynik bezradności naszej rodziny.

Kiedy zbliżają się urodziny lub Święta, nasi bliscy wpadają w panikę. Nie kupią nam dłuta, bo mamy ich piętnaście. Nie kupią matki pszczelej, bo się na tym nie znają. Wirówka do miodu nie zmieści się pod choinką. Co więc zostaje? – „O, patrz Grażynko! Skarpety z ulem! Romek lubi pszczoły, będą idealne!”

I tak oto, rok po roku, nasza kolekcja rośnie. Ale czy to źle? Absolutnie nie! Dzięki temu nigdy nie musimy parować skarpet po praniu. Nawet jeśli zgubisz jedną, masz w szufladzie 40 innych w ten sam wzór. To się nazywa optymalizacja czasu pracy w pasiece!

  1. Tajny znak rozpoznawczy

Jesteś na weselu. Nudna posiadówka, garnitur gryzie, wujek Mietek opowiada te same żarty na każdym weselu. Siedzisz przy stole, noga na nogę, i nagle spod nogawki eleganckich spodni wyłania się żółty owad.

Dwa stoliki dalej ktoś mruga do ciebie porozumiewawczo. On też ma pszczołę na kostce. Już wiesz. Już nie musisz rozmawiać o pogodzie. Za chwilę spotkacie się przy barze, żeby przez trzy godziny dyskutować o wyższości ula warszawskiego poszerzanego nad wielkopolskim i o tym, czy tegoroczna lipa w ogóle nektarowała. Skarpety w pszczoły to nasz masoński sygnet. To kod, dzięki któremu odnajdujemy się w tłumie cywilów.

 

Jeśli więc otwierasz szafę i masz wrażenie, że wyleci z niej rój bawełnianych owadów – nie martw się. Jesteś po prostu pszczelarzem z krwi i kości. Noś je z dumą, niech chronią twoje kostki i wprawiają w zakłopotanie twoje pszczoły.

A jeśli nie masz jeszcze ani jednej pary… cóż, idą Walentynki. Ukochana osoba na pewno o to zadba.

Zdjęcia skapet wykonała Daria Zalewa.