Stoisz przed półką z miodami. Twoje oczy skanują etykiety: wielokwiatowy, lipowy, gryczany i nagle… „Miód nektarowy”. Brzmi to trochę tak, jakby producent chciał Cię przekonać, że jego produkt jest bardziej „miodowy” niż miód sąsiada. Czy to jakaś wyższa szkoła pszczelarskiej magii? A może po prostu sposób na to, by słoik brzmiał bardziej luksusowo?
Rozsiądź się wygodnie, weź herbatę (z miodem rzecz jasna) i wyjaśnijmy sobie, o co w tym całym nektarowym zamieszaniu chodzi.

Zdj. Miód z czerwca 2025, autor: Daria Zalewa
Nektarowy, czyli skąd?
W świecie pszczół istnieją dwie główne drogi pozyskiwania surowca na miód. Można go zrobić albo z nektaru kwiatowego, albo ze spadzi.
Kiedy widzisz na etykiecie napis „nektarowy”, oznacza to, że pszczoły odwaliły klasyczną robotę: latały od kwiatka do kwiatka, zbierając słodką wydzielinę roślin. To jest ten „standardowy” miód, który kojarzymy z bajek o pszczółce Mai.
Alternatywą jest miód spadziowy, który – nie owijając w bawełnę – powstaje z… wydzielin mszyc i czerwców, które pszczoły zbierają z drzew. Brzmi to jak coś, co podałaby czarownica w chatce z piernika, ale w rzeczywistości to jeden z najzdrowszych i najdroższych miodów. Jeśli jednak na Twoim słoiku widnieje napis „nektarowy”, masz pewność, że żadna mszyca nie brała udziału w procesie produkcyjnym.
Pszczeli barista w akcji
Wyobraź sobie, że nektar to taki surowy półprodukt. Pszczoła nie przynosi gotowego miodu w wiaderku. Ona zbiera nektar, który ma w sobie mnóstwo wody, a potem w ulu zaczyna się prawdziwa magia (i ciężka praca).
Pszczoły muszą ten nektar „odparować” i wzbogacić o własne enzymy. To trochę tak, jakbyś chciał zrobić domowy karmel, ale zamiast stać nad garnkiem, musiałbyś machać skrzydłami 200 razy na sekundę przez kilka dni. Kiedy wilgotność spadnie do odpowiedniego poziomu, pszczoły zamykają komórkę woskowym wieczkiem. Dopiero wtedy pszczelarz może powiedzieć: „O, to jest prawdziwy miód nektarowy!”.

Zdj. Miód z sierpnia 2025, autor: Daria Zalewa
Dlaczego ta nazwa w ogóle tam jest?
Pewnie myślisz: „Przecież każdy wie, że miód jest z kwiatów!”. Otóż prawo żywnościowe bywa równie skomplikowane, co hierarchia w ulu. Określenie „nektarowy” jest wymagane, aby odróżnić go od wspomnianego miodu spadziowego lub nektarowo-spadziowego (taki pszczeli miks „wszystko w jednym”).
W kategorii miodów nektarowych mamy całą paletę smaków:
- Rzepakowy: biały, kremowy, idealny do smarowania bułek (i brudzenia wszystkiego dookoła).
- Lipowy: klasyk na przeziębienie, smakuje jak lato u babci.
- Gryczany: dla odważnych – mocny, ciemny i konkretny.
Jak nie dać się „nabić w słoik”?
Napis „nektarowy” to znak, że masz do czynienia z produktem naturalnym. Jeśli jednak zobaczysz napis „miód sztuczny”… cóż, to tak, jakbyś zamiast skórzanych butów kupił ich zdjęcie z tektury. Prawdziwy miód nektarowy z czasem musi się skrystalizować (czyli zrobić się twardy). Jeśli Twój miód nektarowy po dwóch latach na półce wciąż jest płynny jak olej silnikowy, to znaczy, że albo jest magiczny, albo ktoś go mocno przegrzał.
Podsumowując, „Nektarowy” na etykiecie to po prostu informacja, że pszczoły postawiły na dietę kwiatową. To czysta natura, tysiące kilometrów przelotów i zero dróg na skróty.