Jeśli myślisz, że miód to tylko słodka, złocista maź, którą Kubuś Puchatek wyjadał z garnuszka, to znaczy, że nigdy nie spotkałeś się oko w oko (a raczej nos w nos) z miodem gryczanym. To nie jest produkt dla mięczaków. To „wiking” wśród miodów – silny, charakterny i… o bardzo specyficznym zapachu.

Zdj. Miód gryczany, autor: Daria Zalewa
Zapach, którego nie zapomnisz
Zacznijmy od słonia w pokoju (albo konia w stajni). Miód gryczany pachnie… intensywnie. Niektórzy dyplomatycznie mówią o „aromacie kwiatów gryki”, inni bez ogródek wspominają o zapachu starego kurnika lub spoconego wierzchowca po maratonie.
Ale spokojnie! To właśnie ten zapach jest dowodem na jego autentyczność. Jeśli Twój „gryczany” pachnie jak delikatna konfitura u babci, to prawdopodobnie gryki tam tyle, co w popularnym serialu o rolnikach – czyli tylko w nazwie.
Dlaczego warto go pokochać (mimo wszystko) ?
Miód gryczany to prawdziwa bomba zdrowotna. Jest jak ciemne piwo Guinness – gęsty, ciemny i pełen wartości odżywczych.
- Rutylowa moc: Zawiera mnóstwo rutyny, która uszczelnia naczynia krwionośne. To dosłownie „remont kapitalny” dla Twojego układu krwionośnego.
- Żelazna kondycja: Ma więcej żelaza niż inne miody. Jeśli czujesz się, jakby ktoś wyciągnął Ci wtyczkę z kontaktu, łyżka gryczanego postawi Cię na nogi szybciej niż podwójne espresso.
- Antyoksydanty: Walczy z wolnymi rodnikami tak skutecznie, że Twoje komórki będą Ci dziękować na piśmie.

Zdj. Pszczoła i miód gryczany, Copilot
Wielka gra o… podróbki
Niestety, tam gdzie pojawia się cenny produkt, pojawiają się i „magicy”. Miód gryczany jest jednym z najczęściej fałszowanych miodów. Dlaczego? Bo jest drogi i pożądany. Jak działają oszuści?
- „Przemalowany” wielokwiat: Najprostsza metoda. Bierze się jasny, tani miód i barwi go karmelem lub syropem słodowym. Wygląda jak gryka, ale smakuje jak palony cukier.
- Karmienie pszczół syropem: Nieuczciwy pszczelarz podaje pszczołom syrop z dodatkiem ekstraktu z gryki. Pszczoły to przerabiają, ale to nie jest nektar – to oszustwo na poziomie komórkowym.
- Mieszanki międzynarodowe: „Miód z Unii Europejskiej i spoza niej”. Często to chiński „miód” (czyli właściwie syrop fruktozowy), który koło gryki nawet nie stał, ale ma ładną naklejkę.
- „Piekący” miód, czyli chilli w słoiku? A czy zdarza się, że do miodu gryczanego dodaje się coś ostrzejszego, by udawał ten charakterystyczny „drapak”? Na szczęście masowe dodawanie chilli, by podrobić „grykę”, to rzadkość. Pieczenie prawdziwej gryki wynika z olejków eterycznych i minerałów – to „suche” drapanie w gardle. Chilli pali język kapsaicyną, dając zupełnie inne, długotrwałe uderzenie gorąca. Pszczelarscy oszuści są jednak sprytni – zamiast ostrych papryczek wolą używać ekstraktów słodowych i aromatów, by nadać miodowi głęboki, nieco „brudny” posmak lub barwić go sztucznymi barwnikami. Jeśli więc Twój miód gryczany parzy Cię w język jak prawdziwa papryczka, a nie delikatnie drapie w gardle, miej się na baczności – ktoś tu mógł majstrować przy składzie!

Zdj. Miód gryczany, autor: Daria Zalewa
Jak nie dać się nabić w słoik?
Prawdziwy miód gryczany ma kilka cech, których nie da się łatwo podrobić:
- Kolor: Jest prawie czarny, jak mocna herbata, ale pod światło wpada w odcień ciemnego bursztynu.
- Krystalizacja: Gryczany krystalizuje się grubo i nierówno. Często na górze zostaje warstwa rzadka, a na dole tworzą się twarde kryształy. Jeśli po pół roku Twój miód jest idealnie gładki jak krem do twarzy – miej się na baczności.
- Drapanie w gardle: Prawdziwa gryka musi „gryźć”. Po pierwszej łyżeczce powinieneś poczuć charakterystyczne drapanie w gardle. To znak, że enzymy i olejki eteryczne działają.
- Zapach: Pamiętaj o zapachu – prawdziwa gryka ma bardzo specyficzny, korzenny aromat. Jeśli poczujesz coś paprykowego, wędzonego, albo po prostu chemicznego, to znak, że coś jest nie tak.
Miód gryczany to nie miłość od pierwszej łyżeczki. To uczucie, które rośnie z czasem -trochę jak dojrzałe wino albo dobre espresso. Im dłużej go poznajesz, tym bardziej doceniasz jego charakter i moc.
Nie obraża się, jeśli ktoś krzywi się po spróbowaniu – wie, że nie jest dla wszystkich. Ale ci, którzy dadzą mu szansę, często nie chcą już wracać do innych miodów. Więc zanim odłożysz słoik z gryki z powrotem na półkę, daj mu minutę. Otwórz, powąchaj, spróbuj. Może właśnie ten niepozorny, ciemny wiking z ula okaże się królem Twojego śniadania.